
Gdy dochodzi do podziału środków na wynagrodzenia, zawsze zadawane są pytania na jaką liczbę pracowników resortu będą one dzielone. Nie inaczej było w trakcie ostatnich negocjacji. Ustalenie tej wielkości ma zasadnicze znaczenie, gdyż wiąże się z przeciętnym wynagrodzeniem pracowników.
Z prezentacji MON przedstawionej w trakcie spotkania w dniu 6 maja 2016 r. wynika, że budżet płac pracowników wojska pozwala na utrzymanie ok. 46 tys. pracowników. Problem w tym, że w 2015 r. było ich ok. 43,5 tys. Wówczas, jak wskazują sprawozdania, została osiągnięta przeciętna płaca w kwocie 3.442 zł. Średnia ta uwzględniała ponadto przesuniętą w ciągu roku część (ok. 66 mln zł) oszczędności z uposażeń żołnierzy na wynagrodzenia, co spowodowało statystyczny wzrost przeciętnej pensji pracownika o 127 zł. Bez tego przesunięcia, płaca stanowiłaby kwotę 3.315 zł. Reasumując, gdyby 2015 r. w zatrudnieniu pozostawało ok. 46 tys. pracowników, czyli ok. 2,5 tysiąca więcej niż faktycznie, ich przeciętna płaca wynosiłaby 3.135 zł, tzn. że byłaby o 180 zł niższa od osiągniętej, a jej relacja do poziomu wynagrodzeń w państwowej sferze budżetowej (5.139 zł) zamiast 64,5%, stanowiłaby 61,0%.
Czy zatem MON zamierza w 2016 r. zwiększyć zatrudnienie pracowników wojska do ok. 46 tys.?
Na razie, prawdopodobnie nie, gdyż faktycznie do podwyżek w 2016 r. MON przyjął zatrudnienie na poziomie 45,3 tys. pracowników. Uwzględniając wielkość budżetu płac, takie założenie powoduje, że przeciętna płaca pracownika wojska planowana jest w 2016 r. w wysokości 3.435 zł (po podwyżce). Zorientowani od razu zauważą, że jest ona o 7 zł niższa od płacy osiągniętej w 2015 r. A gdzie podwyżka? Przecież ma to być płaca z uwzględnieniem tegorocznej podwyżki?!
Faktycznie, przyjęta przez MON liczebność pracowników trochę zniekształca poziom przeciętnych płac, gdyż liczebność ta dotyczy wszystkich pracowników, którzy pozostają w zatrudnieniu w 2016 r., w tym również tych, którzy nie pobierają wynagrodzenia. Poza tym trzeba wskazać, że część pracowników zatrudniona jest na 7/8, 3/4 czy 1/2 etatu. Można więc stwierdzić, że do podwyżek liczone są osoby, a i tak wiadomo, że ostatecznie w sprawozdaniach finansowych wykazuje się wielkości pracowników faktycznie pobierających wynagrodzenie, w przeliczeniu na tzw. pełnozatrudnionych.
Z analizy sprawozdań finansowych z ostatnich 5 lat wynika, że średnioroczne zatrudnienie kształtowało się na poziomie ok. 43,5 tys. pracowników. Z pewnością tak będzie również w bieżącym roku co spowoduje, że przeciętna płaca ukształtowałaby się w wysokości 3.577 zł. Będzie jednak wyższa, gdyż podobnie jak w roku ubiegłym, również w bieżącym roku zakłada się przeniesienie części (tym razem będzie to kwota 42,0 mln zł) oszczędności z uposażeń żołnierzy na wynagrodzenia pracowników, w celu wypłacenia nagród na Dzień Wojska Polskiego. Przy udziale tego wsparcia, przeciętne wynagrodzenie pracownika wojska prawdopodobnie osiągnie w 2016 r. poziom 3.658 zł co sprawi, że przeciętna płaca w stosunku do roku 2015 będzie wyższa jedynie o 216 zł, czyli wzrośnie o ok. 6,3% w stosunku do roku poprzedniego.
Trudno zgodzić się ze słowami Przewodniczącego NSZZ Pracowników Wojska, który w dniu 6 maja 2016 r. informował media, że: „wynegocjowaliśmy 250 zł i to są realne możliwości resortu. Pracujemy w takim resorcie, że realizm musi nas cechować. Nie ma możliwości zwiększenia czy wyrównania w jednym roku zaległości sprzed 6 lat. Chwała dla kierownictwa i dla ministra Macierewicza, że to, co zapowiedział wcześniej, jest wykonywane. To pierwszy krok.”
Jako MKK wskazywaliśmy możliwości wyższego wzrostu płac pracowników wojska, przeważyło jednak stanowisko… bardziej liczebnych organizacji związkowych. W naszych założeniach, podwyżka miała poprawić relacje płac do sfery budżetowej i państwowej sfery budżetowej. Obawiamy się, że podjęte decyzje będą… krokiem w tył. Tak się może stać, gdy w 2016 r. nastąpi wzrost zatrudnienia pracowników wojska, bądź wynagrodzenia w innych działach wzrosną w wyższym stopniu niż płace pracowników resortu obrony narodowej.
*/ Dla potrzeb zaprezentowania sytuacji w obszarze wynagradzania pracowników wojska oraz zapewnienia możliwości weryfikacji podanych informacji, oparłem się na wielkościach wynikających z oficjalnych materiałów: ustaw budżetowych, decyzji budżetowych MON, roczników GUS oraz sprawozdań Rb-70 o zatrudnieniu i wynagrodzeniach. Jednocześnie zdaję sobie sprawę z tego, że około 2/3 pracowników resortu obrony narodowej jest wynagradzanych na poziomie znacznie niższym od zaprezentowanego w tekście. Marek Kazimierczak

Mniej lub bardziej ukryte liczby okazują się najważniejsze, bo diabeł tkwi w szczegółach. Podany w planach trzyletni wzrost funduszu płac, a co za tym idzie analogiczny wzrost średniej płacy o 5 % (zapewne powinno być punktów procentowych na wypadek, gdyby wskaźnik trafił się powyżej stu) ponad ustawowy wskaźnik wzrostu wynagrodzeń jako szacunkowe kwoty kolejno rocznie: 210, 250 i 270 złotych nie trzyma się kupy. Już na pierwszy rzut oka jako ciąg wzrostu wynikający z procentu składanego, ale także po obliczeniach. Zakładam, że ustawowego wskaźnika wzrostu nikt nie zna, a być może jako wskaźnik będzie on nadal „zamrożony”, bo poszczególne grupy budżetowe negocjują podwyżki dla siebie, więc do obliczeń przyjęto go jako 100, a podany kwotowo wzrost średniego wynagrodzenia oznacza, że co najmniej o tyle powinno ono wzrosnąć. Najwyższa hipotetyczna średnia za 2016 rok jaką udało się „wycisnąć” w artykule to 3658 złotych, a tymczasem jak łatwo obliczyć, żeby w 2017 roku co najmniej pięć procent wzrostu dało kwotę 210 złotych średnia musiałaby wynosić 4200 złotych. W kolejnych latach pięcioprocentowy wzrost to byłoby 220,5 złotego oraz 231,5 złotego. Coś tu się nie zgadza. Nie wziąłem pod uwagę jakichś zmiennych czy po prostu źle myślę? Gdyby założyć, że jednak wzięto pod uwagę podając te kwoty hipotetyczny wzrost wskaźnika ustawowego, to zakładając naszą średnią za 2016 rok jako 3658 złotych ustawowy wskaźnik wzrostu wynagrodzeń w 2017 roku miałby wynieść 100,74; rok później 101,46 i w kolejnym roku 101,56. Czy to możliwe by takie plany już istniały i wzięto je pod uwagę?
Wkroczyliśmy @adamie w obszar cyferek, który nie wszyscy lubią, a jest on niezbędny w przypadku, gdy siada się do stołu negocjacyjnego. Odnosząc się do ostatnich zdań Twojego wpisu uważam, że nie posiadali tej wiedzy. Co więcej, nie wiem na jakiej wiedzy się opierali, wpisując w swoją prezentację te wartości (210, 250, 270 zł). To, co zapisałeś mogło być ustalone pod warunkiem, że znane było przeciętne wynagrodzenie za 2016 r. Tego nie można znać ot tak sobie, gdyż uzależnione jest od wielu zmiennych (przeciętna liczba PW, odpis z wynagrodzeń na PFRON, określenie ostatecznego planu wynagrodzeń po zmianach, w tym ustalenie decyzji o kwocie środków z funduszu uposażeń, która „zasili” wynagrodzenia).
Dlatego, podejmując się ustalenia tej wartości już dzisiaj – w maju 2016 r. – chciałem, żeby to zadziałało jako papierek lakmusowy. Będzie można sprawdzić w dniu 28 stycznia 2017 r. o ile ta wartość się zmieni, a także ustalić przyczyny tej zmiany. Jak kiedyś powiedział Arystoteles: Prawdziwa wiedza to znajomość przyczyn. Uważam, że to bardzo mądre powiedzenie, bo zamiast leczyć (byle jak, byle leczyć) najpierw trzeba postawić diagnozę, poznać przyczyny: co, jak, kiedy, dlaczego?
Przedstawiając tę zakładaną kwotę (3658 zł) przeciętnej płacy za 2016 r., „wzbogaciłem” ją o 81 zł z tytułu przesunięcia planowanej kwoty z uposażeń (42 mln zł). Pytałem się o to na spotkaniu w dniu 6 maja br. Pytałem, o jakiej średniej PW za 2015 r. myślą w resorcie, gdy mówią, że nastąpi wzrost o 250 zł?! Czy będzie to 3442 zł (z uposażeniami), czy 3315 zł (bez uposażeń)? Odpowiedzi nie było. A wręcz przeciwnie – było zdziwienie, że się o to pytam.
Pytanie było jak najbardziej zasadne, bo przecież nie była brana kwota wynikająca z budżetu płac PW na 2016 r. tj. 1.902.845.000/12/45300, bo ona „mówi”, że przeciętna będzie w kwocie 3500 zł po podwyżce, to tak, jakby przed podwyżką było 3250 zł? A przecież z budżetu trzeba odjąć jeszcze około 34 mln zł na PFRON?! Czyli co? Przed tegoroczną podwyżką przyjmowano, że przeciętna płaca PW to kwota ok. 3180 zł?! Przecież to się nie kupy trzyma! A związki, które to zaakceptowały, nie widziały z tym problemu? Na spotkaniu potakiwały i mówiły, że trzeba dzielić przez 45,3 tys. PW. Budżet płac PW MON obecnie stać od 5 lat na ok. 43-44 tys. PW i jeszcze sie dopominamy, że zarobki PW są niskie, a na spotkaniu podnosi się wielkość zatrudnienia do 45,3 tys.!
Żeby negocjować, trzeba mieć wiedzę o czym się mówi, wiedzę o tym skąd i dokąd zmierzamy, wiedzę o tym, jak dotychczas reaguje otoczenie (PSB), a jak będzie reagowało w przyszłości? Z tego co się zorientowałem, nie wszyscy uczestniczący w spotkaniu posiadali tę wiedzę. Dla niektórych najważniejsze było to, że wcześniej proponowano 185 zł, a teraz 250 zł. I to był dla nich wystarczający wzrost. Na miarę – w ich ocenie – budżetu MON. I… w pół drogi… zakończyli negocjacje.
Dlatego aktualność o zakładanej przeciętnej płacy PW w 2016 r. pojawiła się już w maju tego roku. Będzie ona kamieniem milowym, drogowskazem, w oparciu o który będziemy oceniać to co zdarzyło się w dniu 6 maja 2016 r.
A ja jako ten szary, prosty pracownik wojska podobnie jak tysiące moich koleżanek i kolegów mam gdzieś te naukowe dywagacje. Dla mnie – podobnie jak dla bardzo wielu pracowników różnych branż i zawodów jest istotne jedynie to o ile wzrośnie moje wynagrodzenie netto a nie ogółem – w tym w składkach, które za mnie zapłaci pracodawca i innych dziwnych składnikach. Wyrażając się najprościej jak potrafię napiszę więc, że draństwem jest okrzyknięcie sukcesem takiej podwyżki, która netto oscylować będzie w tym roku w granicach 120-140 zł, a której co najmniej połowę pochłonie tegoroczny wzrost cen. Mam gdzieś te wydumane liczby, a nawet wiedzę o tym skąd się wzięły. Dla mnie jest ważne, że z tych około 120 zł netto uchowam (może) zaledwie 1/3 czyli około 40 zł. I to będzie prawdziwy wymiar tej „podwyżki” dla mnie i dla innych. To nie sukces, to ściema i jawne oszustwo. Będzie tak zawsze, gdy będziemy „negocjowali” tak, jak dotychczas. Nawet w MSWiA dwa lata temu potrafiono wynegocjować do wynagrodzenia kwotę 100 zł netto czyli 134 zł brutto. Tam potrafiono, bo wiedziano, że dla ludzi liczy się ten pieniądz, który otrzymają na kontach. Nawet tam to już zrozumiano tylko nie u nas.